To tylko ponury chory absurd.
Urzeczona teatrem od najmłodszych lat, bo właśnie na teatralnych deskach mogła robić coś, czego nie wypadało robić na co dzień. Między innymi umierać. To szczególnie przypadło jej do gustu. W swojej teatralnej historii ma na koncie skok z wysokości, śmierć przez uduszenie poduszką, zostanie zasztyletowaną przez mordercę na zlecenie, czy strzał prosto w serce (choć to ostatnie skończyło się tylko na nieudanej próbie).
Jej drugą miłością, obok grania, jest tańczenie. Miała kilkuletni, przerywany romans z tańcem towarzyskim, aż w końcu zakochała się bez pamięci w West Coast Swingu, którego czasem wplata w spektaklowe choreografie, ale tak, by nikt nie zauważył, że brakuje jej partnera.
Do Teatru Przypadków Feralnych trafiła (nomen-omen) przypadkiem, świeżo po maturze roku pańskiego 2021, ale dopiero wtedy zaczęła się dla niej szkoła – życia w teatrze i życia teatrem. Odrzuciła nawet marzenie o studiowaniu na Akademii Sztuk Teatralnych, bo uznała, że AST ma w TPF-ie. Może więc nie ma formalnego aktorskiego wykształcenia, ale feralne – na pewno.